Strona główna Publikacje Czytelników Jak sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy: automatyzacja, nowe zawody i wyzwania etyczne

Jak sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy: automatyzacja, nowe zawody i wyzwania etyczne

0
87
Naukowcy pracujący nad zaawansowanymi robotami w laboratorium
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk
Rate this post
Żółte ramię robota przemysłowego pracujące w nowoczesnej fabryce
Źródło: Pexels | Autor: Freek Wolsink

Jak naprawdę zmienia się rynek pracy pod wpływem sztucznej inteligencji

Od automatyzacji fizycznej do automatyzacji poznawczej

Przez dekady automatyzacja kojarzyła się głównie z robotami przemysłowymi na liniach produkcyjnych, które zastępowały pracowników fizycznych. Obecna fala sztucznej inteligencji dotyka jednak czegoś znacznie bardziej wrażliwego: pracy umysłowej. Modele językowe, systemy rekomendacyjne, algorytmy predykcyjne – to narzędzia, które ingerują w analizę danych, podejmowanie decyzji, obsługę klienta i szeroko rozumianą kreatywność.

Automatyzacja pracy umysłowej ma inną dynamikę niż mechanizacja fabryk. Dotyka zawodów, które przez lata miały status „bezpiecznych”: specjalistów, analityków, menedżerów średniego szczebla, prawników czy marketerów. Zamiast widocznej maszyny zastępującej człowieka pojawiają się niewidzialne algorytmy w narzędziach biurowych, CRM-ach, systemach ERP czy platformach do tworzenia treści. Zmiana nie przychodzi w formie jednego spektakularnego zwolnienia, ale wielu drobnych decyzji: jednej rekrutacji mniej, kilku obowiązków przeniesionych na system.

Przesunięcie z automatyzacji fizycznej na poznawczą ma jeszcze jedną konsekwencję: dotyka menedżerów i decydentów, którzy byli dotychczas po „bezpiecznej stronie” stołu. Gdy algorytmy pomagają przy prognozowaniu sprzedaży, planowaniu zapasów czy rekomendacjach cenowych, rola kierownika zmienia się z osoby „podejmującej decyzję na podstawie doświadczenia” na osobę, która musi zrozumieć ograniczenia modelu, zadać mu właściwe pytania i wziąć odpowiedzialność za skutki.

Różnica między zastąpieniem stanowiska a zastąpieniem zadań

Najczęstsze nieporozumienie w dyskusji o sztucznej inteligencji i rynku pracy polega na skupieniu na „zanikających zawodach”. W praktyce algorytmy rzadko zastępują całe stanowiska. Zazwyczaj „wygryzają” konkretne zadania z obrębu wielu ról. Księgowy nie znika, ale część jego obowiązków – wprowadzanie danych z faktur, podstawowe raporty – przejmują systemy OCR i moduły analityczne. Prawnik nadal jest potrzebny, lecz wstępne researche, wyszukiwanie precedensów czy generowanie szkiców pism przechodzą do AI.

Kluczowa zmiana myślenia polega na tym, żeby patrzeć na pracę jak na zestaw modułów, a nie jednolity pakiet. Dwa stanowiska o tej samej nazwie mogą mieć zupełnie inny profil automatyzowalnych zadań. Specjalista ds. marketingu w małej firmie, który sam wymyśla strategie, dogaduje się z handlowcami i prowadzi działania lokalne, jest trudniejszy do zastąpienia niż specjalista z korporacji wykonujący głównie seryjne raporty, kampanie szablonowe i obsługę narzędzi.

Konsekwencją takiego podejścia jest potrzeba ciągłego „remanentu zadań”. Nie wystarczy zapytać: „czy mój zawód jest zagrożony?”, tylko: „które konkretne czynności w tym, co robię, mogą zostać wciągnięte przez automat w ciągu najbliższych 3–5 lat?”. Dopiero taka analiza pokazuje, gdzie naprawdę trzeba inwestować w nowe kompetencje.

AI a zawody kreatywne – zaskakujące przesunięcia

Przez lata powtarzano, że prace kreatywne są odporne na automatyzację. Dziś to założenie zderza się z rzeczywistością: systemy generujące tekst, grafikę, muzykę czy kod potrafią zająć znaczną część procesu twórczego. Copywriter nie konkurujący z narzędziami AI staje się mniej atrakcyjny cenowo, grafik robiący proste bannery przegrywa z generatywną sztuczną inteligencją, a junior programista piszący proste moduły zostaje „przykryty” przez asystentów kodowania.

Nie oznacza to jednak końca kreatywnych zawodów. Zmienia się ich środek ciężkości. Zamiast budowania treści „od zera”, coraz ważniejsze staje się:

  • projektowanie koncepcji i briefów dla AI,
  • ocena jakości wygenerowanych rozwiązań,
  • łączenie pracy algorytmu z kontekstem biznesowym i prawnym,
  • budowanie unikalności marki i głosu, którego trudno nauczyć model na ogólnych danych.

Popularna rada „zostań kreatywny, a będziesz bezpieczny” zaczyna brzmieć podejrzanie, jeśli kreatywność rozumiana jest jako „ładne teksty” czy „estetyczne grafiki produkowane masowo”. Znaczenie ma kreatywność rozumiana szerzej: jako zdolność łączenia dziedzin, redefiniowania problemów i tworzenia procesów, w których AI jest jednym z klocków, a nie substytutem.

Efekt nożyc na rynku pracy

Sztuczna inteligencja wzmacnia zjawisko, które ekonomiści nazywają polaryzacją rynku pracy. W skrócie: rośnie zapotrzebowanie na wysoko wyspecjalizowane kompetencje, rośnie też na proste usługi, ale „środek” zaczyna się kurczyć. AI ułatwia skalowanie pracy ekspertów (np. jeden konsultant z dobrym zapleczem narzędzi może obsłużyć znacznie więcej klientów), a jednocześnie spłaszcza zapotrzebowanie na rutynową pracę biurową czy średni szczebel zarządzania.

Na koniec warto zerknąć również na: Gry indie, które redefiniują cyberpunk — to dobre domknięcie tematu.

Efekt nożyc widać również w wynagrodzeniach. Osoby potrafiące skutecznie współpracować z AI, używać jej do zwiększania swojej produktywności, negocjować odpowiedzialność za decyzje – mają szansę na skokowy wzrost wartości rynkowej. Z drugiej strony pracownicy przyzwyczajeni do wykonywania powtarzalnych zadań „po staremu” mogą doświadczać presji płacowej, bo te same obowiązki może częściowo przejąć algorytm lub tańszy specjalista wspierany AI.

Ta polaryzacja nie jest jednak wyrokiem. Dobrze zaprojektowany reskilling i upskilling, mądre polityki publiczne i odpowiedzialne strategie firm mogą zamienić „efekt nożyc” w „efekt rampy”: ścieżkę przechodzenia z rutynowych zadań do ról bardziej analitycznych, projektowych lub opiekuńczych, w których człowiek i algorytm współdziałają, a nie konkurują.

Naukowiec współpracuje z robotem w nowoczesnym laboratorium
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk
Mężczyzna spotyka robota dostawczego przed nowoczesnym szklanym biurowcem
Źródło: Pexels | Autor: Ярослав Сапрыкин

Automatyzacja w praktyce: które zadania znikają, a które tylko się zmieniają

Mapowanie zadań zamiast paniki o zawód

Najpraktyczniejszym podejściem do wpływu AI na zatrudnienie jest mapowanie własnych zadań. Zamiast „czy mój zawód zniknie?”, lepiej zadać serię bardziej precyzyjnych pytań: co dokładnie robię w ciągu dnia, jak często, na jakiej podstawie podejmuję decyzje, jakie dane przetwarzam, z kim współpracuję. Dopiero na takim poziomie można ocenić, co da się zautomatyzować.

Dobra mapa zadań obejmuje zarówno czynności widoczne (np. tworzenie raportu), jak i „niewidzialną pracę”: doprecyzowanie wymagań z klientem, tłumaczenie z języka technicznego na biznesowy, łagodzenie konfliktów w zespole, uczenie nowych osób. To właśnie w tych „miękkich” obszarach AI ma na razie trudniej, choć narzędzia analizujące ton głosu czy nastroje w zespole już istnieją.

Jak to ugryźć praktycznie? Można przeprowadzić osobisty audyt tygodniowy: zapisywać przez kilka dni, nad czym faktycznie spędza się czas, a potem przypisać zadania do prostych kategorii: powtarzalne/niepowtarzalne, oparte na regułach/oparte na osądzie, oparte na danych/oparte na relacjach. To pokaże, gdzie automatyzacja pracy umysłowej najbardziej realnie „wejdzie” w najbliższych latach.

Jak ocenić, co może przejąć AI: prosta matryca

Przy ocenie potencjału automatyzacji przydaje się dwuwymiarowe spojrzenie: stopień powtarzalności oraz koszt błędu. Zadania wysoko powtarzalne i o niskim koszcie błędu są pierwszymi kandydatami do pełnej automatyzacji; te o dużym koszcie błędu prawdopodobnie trafią do modelu „człowiek w pętli”.

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Granice odpowiedzialności robotów: kto odpowiada za błąd maszyny?.

ZadaniePowtarzalnośćKoszt błęduRealistyczny poziom automatyzacji
Wstępne sortowanie CVWysokaŚredniAI + nadzór człowieka
Generowanie szkicu oferty handlowejŚredniaNiskiWysoka automatyzacja
Decyzja o inwestycji kapitałowejNiskaWysokiWsparcie AI, decyzja człowieka
Rozwiązywanie konfliktów w zespoleNiskaŚredni/WysokiMinimalna automatyzacja

Takie rozpisanie pozwala podejść do tematu chłodno, bez katastroficznych wizji. Błędem jest zakładanie, że wszystko, co „da się zautomatyzować technicznie”, rzeczywiście zostanie zautomatyzowane biznesowo. Często barierą są kwestie zaufania, ryzyka prawnego, kosztów wdrożenia czy akceptacji społecznej.

Zadania półautomatyczne: rola człowieka jako architekta procesu

Coraz więcej obowiązków zawodowych przesuwa się w stronę modelu „półautomatycznego”: AI wykonuje główną pracę operacyjną, a człowiek koryguje, nadzoruje i projektuje przepływ. Klasycznym przykładem jest tworzenie treści marketingowych: algorytm generuje szkice, a specjalista doprecyzowuje strategię, nadaje ton, usuwa błędy, dopasowuje do marki.

Ten model wymaga innych kompetencji niż klasyczne „samodzielne pisanie” czy „samodzielne liczenie”. Pojawia się potrzeba projektowania promptów, rozumienia ograniczeń modeli, umiejętności oceny jakości wyjścia algorytmu i szybkiego poprawiania wyników. Osoby przywiązane do „ręcznej” pracy często odczuwają frustrację: czują, że ich rzemiosło jest deprecjonowane. W praktyce rośnie wartość tych, którzy potrafią połączyć rzemieślnicze zrozumienie materii z biegłą współpracą człowiek–algorytm.

Takich półautomatycznych zadań będzie tylko więcej: analitycy finansowi weryfikujący prognozy modeli, prawnicy poprawiający szkice umów generowanych przez AI, konsultanci obsługujący klientów, ale wspierani przez system podpowiadający kolejne kroki i gotowe odpowiedzi. Zamiast „zawodu, który znika”, pojawia się „zawód, który wymaga nowego stylu pracy”.

Przykłady: księgowy, marketer, prawnik

Księgowy: wprowadzanie dokumentów, kategoryzacja wydatków, proste deklaracje podatkowe – to wszystko staje się domeną oprogramowania wspieranego sztuczną inteligencją. Jednak kontakt z klientem, doradztwo podatkowe, interpretacja zmieniających się przepisów, negocjacje z urzędem czy budowanie zaufania – to obszary, w których człowiek ma przewagę. Księgowy, który ogranicza się do „klepania faktur”, ma trudną przyszłość; ten, który staje się doradcą biznesowym i potrafi wykorzystać AI do szybszych analiz, zyskuje.

Specjalista ds. marketingu: generowanie pomysłów na treści, szkice postów, podstawowe analizy kampanii – tu AI sprawdza się znakomicie. Trudniejsze do zautomatyzowania są: głębokie zrozumienie grupy docelowej, rozmowy z działem sprzedaży, dopasowanie komunikacji do realnych procesów zakupu, długofalowe budowanie marki. Marketer redukujący się do „obsługi narzędzi reklamowych” jest wymienialny; marketer łączący dane, psychologię i praktykę sprzedaży, wspierany narzędziami AI, staje się kluczowy.

Prawnik: systemy potrafią już generować szkice umów, analizować orzecznictwo, wyszukiwać powiązane sprawy. Jednak rozumienie kontekstu biznesowego klienta, ocena ryzyka procesowego, budowanie strategii sporu czy negocjowanie ugody nadal mocno opiera się na ludzkim osądzie i doświadczeniu. Pojawiają się też nowe nisze: prawo algorytmów, spory dotyczące odpowiedzialności za decyzje AI, interpretacja regulacji. To nie „koniec prawa”, lecz raczej przesunięcie środka ciężkości zawodu.

Mity o „bezpiecznych” zawodach kreatywnych

Jednym z najbardziej szkodliwych mitów jest przekonanie, że „wystarczy być kreatywnym, żeby automatyzacja nie była problemem”. W praktyce zagrożone są wszystkie obszary, w których twórczość jest odtwarzalna, oparta na schemacie lub łatwa do nauczenia modelu na dużej liczbie przykładów. Projekt logo za kilkaset złotych, tekst SEO na mało konkurencyjne frazy, prosty landing page – to pole, gdzie AI będzie wypierać ludzi najszybciej.

Dużo większą odporność na automatyzację mają zadania kreatywne powiązane z odpowiedzialnością, ryzykiem i złożonymi interesariuszami: projektowanie strategii marki, tworzenie komunikacji kryzysowej, pisanie ofert przetargowych w środowisku regulowanym. Kreatywność staje się wtedy jednym z elementów większej układanki, a nie jedynym produktem.

Dlatego zamiast pytać „czy mój zawód jest kreatywny?”, lepiej zapytać: „czy wartość, którą dostarczam, opiera się na unikalnym sposobie łączenia informacji, relacjach i odpowiedzialności za wynik, czy głównie na produkowaniu treści, które można wytrenować w modelu?”. To bardziej brutalne, ale znacznie uczciwsze pytanie.

Popularna rada „rób to, czego nie potrafi AI” brzmi dobrze na slajdzie, ale w praktyce jest zbyt ogólna. Dla wielu osób kończy się to chaotycznym skakaniem między kursami: trochę prompt engineeringu, trochę UX, trochę analizy danych. Sensowniej jest zadać sobie inne, bardziej przyziemne pytania: w jakich sytuacjach inni muszą na mnie poczekać, bo bez mojej decyzji, oceny albo podpisu praca stoi; gdzie moja pomyłka naprawdę boli biznesowo; przy których zadaniach ludzie wyraźnie wolą porozmawiać ze mną niż „z formularzem”. To są zazwyczaj te fragmenty pracy, które najtrudniej odciąć i zamienić na usługę w chmurze.

Zawody kreatywne mają więc dwa oblicza: produkcję treści, którą da się stopniowo komodytyzować, oraz projektowanie rozwiązań w konkretnym kontekście, z prawdziwymi konsekwencjami. Ilustrator pracujący wyłącznie dla serwisów z tanimi grafikami konkuruje z generatorem obrazów. Ale ten sam ilustrator, który współtworzy identyfikację wizualną dużej kampanii, uczestniczy w warsztatach z zarządem, tłumaczy wybory estetyczne na język strategii – zaczyna działać bliżej roli konsultanta niż „dostawcy plików”. AI może przyspieszyć jego pracę, czasem wręcz stać się szkicownikiem, ale dużo trudniej zastąpić jego osąd, język i relacje.

Zamiast więc fetyszyzować „kreatywność”, rozsądniej jest świadomie przesuwać się z obszaru czystej produkcji w stronę projektowania, decyzji i odpowiedzialności za wynik. Czasem oznacza to krok w tył z poziomu „artysty” do roli osoby, która rozumie też budżety, proces decyzyjny klienta i ograniczenia operacyjne. To mniej romantyczny obraz pracy, ale znacznie odporniejszy na automatyzację – bo wpisuje twórczość w szerszy system, którego AI jeszcze długo nie ogarnie samodzielnie.

Jeśli chcesz pogłębić temat i zobaczyć więcej przykładów z tej niszy, zajrzyj na praktyczne wskazówki: technologia.

Cały spór o wpływ AI na rynek pracy w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, czy traktujemy swoją pracę jako zestaw czynności do wykonania, czy jako zdolność rozwiązywania konkretnych problemów w zmieniających się warunkach. Automatyzacja bezlitośnie uderza w pierwszy model. Drugi – jeśli jest konsekwentnie rozwijany, osadzony w relacjach i odpowiedzialności – ma szansę nie tylko przetrwać, ale skorzystać na tym, że coraz więcej „ręcznej” roboty przejmują maszyny.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy sztuczna inteligencja zabierze mi pracę?

AI rzadko zastępuje całe stanowisko „1:1”. Zwykle przejmuje pojedyncze zadania z wielu ról: wprowadzanie danych, proste raporty, wstępne researche, generowanie szkiców dokumentów czy treści. Praca znika tam, gdzie ktoś przez większość dnia robi czynności powtarzalne, oparte na jasnych regułach.

Realne pytanie brzmi: jaka część moich codziennych zadań jest powtarzalna i niskiego ryzyka? Im większy ten udział, tym mocniej AI zmieni Twoją pracę. Często oznacza to raczej przedefiniowanie roli niż natychmiastowe zwolnienie – ale tylko dla tych, którzy aktywnie rozwijają nowe kompetencje, zamiast bronić „starego zakresu obowiązków”.

Jakie zawody są najbardziej narażone na automatyzację przez AI?

Najbardziej podatne są role oparte na rutynie i prostym przetwarzaniu informacji, np. część zadań w księgowości, prosty marketing wykonawczy, obsługa klienta według szablonów, wprowadzanie danych, tworzenie podstawowych raportów. Tu algorytmy potrafią odtworzyć jasno opisany proces i robić to taniej oraz szybciej.

Mniej oczywisty obszar to „bezpieczne” dotąd zawody biurowe: analitycy, specjaliści średniego szczebla, prawnicy, menedżerowie. W ich przypadku AI nie zabiera całej roli, ale „wygryza” fragmenty, które da się zautomatyzować – np. wstępną analizę danych czy przygotowanie wariantów decyzji. Uderza to szczególnie w stanowiska, gdzie ktoś głównie „przekłada dane na slajdy”.

Jak samemu ocenić, które moje zadania może przejąć AI?

Najprościej zrobić tygodniowy „audyt zadań”. Przez kilka dni zapisuj, co robisz i jak długo. Potem każde zadanie przypisz do prostych kategorii: powtarzalne vs. niepowtarzalne, oparte na regułach vs. na osądzie, oparte na danych vs. na relacjach. Kombinacja „powtarzalne + oparte na regułach + oparte na danych” to pierwszy kandydat do automatyzacji.

Drugie kryterium to koszt błędu. Jeśli pomyłka w danym zadaniu jest tania (np. drobna nieścisłość w wstępnym raporcie), AI może je przejąć niemal w całości. Jeśli koszt błędu jest wysoki (np. decyzja prawna, medyczna, strategiczna), bardziej realny jest model „AI + człowiek”, gdzie algorytm przygotowuje opcje, a człowiek podejmuje ostateczną decyzję.

Czy zawody kreatywne są bezpieczne wobec rozwoju AI?

AI już dziś przejmuje sporą część prostych zadań kreatywnych: pisanie krótkich tekstów, projektowanie banerów, generowanie prostych layoutów, kodowanie powtarzalnych modułów. Copywriter, grafik czy programista, który robi głównie „masówkę”, realnie konkuruje z narzędziami generatywnymi – głównie ceną i szybkością, a to trudna walka.

Bezpieczniejsze są te role kreatywne, które łączą kilka kompetencji naraz: projektowanie koncepcji i briefów dla AI, łączenie pomysłów z kontekstem biznesowym i prawnym, budowanie unikalnego języka marki czy produktu, prowadzenie złożonych procesów twórczych. Rada „bądź kreatywny” ma sens tylko wtedy, gdy kreatywność to nie ładna forma, ale umiejętność przeprojektowania problemu i zaprojektowania procesu, w którym AI jest jednym z narzędzi.

Co to jest „efekt nożyc” na rynku pracy i jak dotyczy AI?

„Efekt nożyc” to polaryzacja: rośnie popyt na bardzo wyspecjalizowane kompetencje i na proste usługi, a stanowiska „ze środka” – typowy średni szczebel biurowy i menedżerski – tracą na znaczeniu. AI przyspiesza ten proces, bo umożliwia ekspertom skalowanie pracy na większą liczbę klientów, a jednocześnie automatyzuje sporą część rutynowych zadań biurowych.

W praktyce oznacza to rozdźwięk w wynagrodzeniach: osoby, które potrafią używać AI jak wzmacniacza (produktywności, jakości decyzji, zasięgu), zyskują na wartości. Ci, którzy wykonują powtarzalne zadania „po staremu”, odczuwają presję płacową – ich praca staje się częściowo zastępowalna przez algorytmy lub tańszych specjalistów obsługujących AI.

Jakie umiejętności rozwijać, żeby nie przegrać z automatyzacją?

Najważniejsze stają się dwa zestawy kompetencji: po pierwsze umiejętność współpracy z AI (formułowanie trafnych poleceń, ocena jakości wyników, łączenie narzędzi z konkretnym procesem biznesowym), po drugie kompetencje „niealgorytmiczne”: praca z ludźmi, negocjacje, projektowanie procesów, myślenie systemowe. To obszary, w których modele mają jeszcze dużo ograniczeń.

Popularna rada „ucz się programowania” ma sens tylko wtedy, gdy łączysz kod z inną dziedziną – np. finansami, marketingiem, logistyką. Sensowną alternatywą jest też wejście w role projektowe, analityczne lub opiekuńcze, gdzie człowiek i algorytm się uzupełniają: Ty definiujesz problem, ramy odpowiedzialności i kontekst, AI pomaga z obliczeniami i wariantami rozwiązań.

Czy menedżerowie są bezpieczni przed skutkami rozwoju AI?

Menedżerowie byli długo po „bezpiecznej stronie” automatyzacji, ale AI zaczyna zmieniać także ich pracę. Systemy wspierają prognozowanie sprzedaży, planowanie zapasów, rekomendacje cenowe, a nawet zarządzanie pipeline’em projektów. Rola menedżera przesuwa się z „podejmującego decyzję z doświadczenia” na osobę, która rozumie ograniczenia modeli, potrafi im zadawać sensowne pytania i bierze odpowiedzialność za skutki decyzji.

Największe ryzyko mają ci szefowie, którzy sprowadzają swoją rolę do kontrolowania raportów i egzekwowania KPI. Zyskują ci, którzy łączą kompetencje: rozumieją biznes, potrafią czytać dane z pomocą AI, ale jednocześnie budują zespół, tłumaczą cele, rozwiązują konflikty i uczą innych pracy z algorytmami. Tego pakietu nie da się łatwo „wrzucić” do jednego modelu.

Najważniejsze wnioski

  • Obecna fala AI przesuwa automatyzację z pracy fizycznej na poznawczą, uderzając w zawody uznawane dotąd za „bezpieczne” (specjaliści, analitycy, menedżerowie, prawnicy, marketerzy) i wymuszając na nich rozumienie ograniczeń modeli oraz branie odpowiedzialności za decyzje podejmowane z pomocą algorytmów.
  • AI rzadko eliminuje całe stanowiska, tylko „wygryza” konkretne zadania – dlatego kluczowe staje się regularne robienie remanentu własnych czynności i identyfikowanie tych, które w ciągu 3–5 lat mogą zostać zautomatyzowane.
  • Dwa stanowiska o tej samej nazwie mogą być skrajnie różnie narażone na automatyzację – im więcej w pracy złożonych, nieszablonowych zadań i kontaktu z ludźmi (jak u marketingowca w małej firmie), tym trudniej je zastąpić algorytmem.
  • AI nie „zabija” zawodów kreatywnych, lecz przesuwa ich środek ciężkości: z produkcji treści od zera na projektowanie koncepcji i briefów dla modeli, ocenę wygenerowanych wyników, łączenie ich z realnym kontekstem biznesowym i budowanie unikalnego głosu marki.
  • Popularna rada „bądź kreatywny, a będziesz bezpieczny” zawodzi, gdy kreatywność sprowadza się do masowej produkcji ładnych tekstów czy grafik; zyskuje na znaczeniu kreatywność rozumiana jako łączenie dziedzin, redefiniowanie problemów i projektowanie procesów, w których AI jest narzędziem, a nie konkurentem.